Życie z pierzastym kumplem...
No dobra, znaczy, wchodziłam , ale rzadko. Nowe zdjęcia mojej papugi też nieczęsto dodawałam. Niestety, nie miałam czasu, a jeśli już go miałam, były inne zajęcia. No cóż.
Chcę tylko po krótce opowiedzieć co u mnie. A więc, jest u mnie pies, york. Figa. Papug, - żyje. Spędza troszkę więcej czasu w klatce, ale za to może sobie pofruwać dłuuuugo w weekendy. Co nie oznacza, że nie mam dla niej czasu. Oczwiście, nawet gdy go nie mam, proszę innego członka rodziny o wyjęcie papugi z klatki. Jeśli chodzi o nowe zdjęcia.. No właśnie. Chcecie oglądać w galerii moją Brunię ? Jeśli tak , piszcie w komentarzu, na pewno coś się znajdzie.
A na koniec, chcę zaprosić WSZYSTKICH na mojego bloga: http://fretka9.blogspot.com/
Komentujcie, dodawajcie się do obserwatorów, zróbcie mi Noworoczną przyjemność ;] By dodać komentarz, nie trzeba mieć konta google, więc bez limitu, proszę o słowo komentarzu! :D
Do tego, życzę WSZYSTKIEGO NAAJ w Nowym Roku, szczęścia, zdrowia, pomyślności i sukcesów w hodowli papug i innych ptaków!
Pozdrawiam ,
ja, papuga i nasza Fiśka, czyli pies ♥
Wczoraj rano, zostałam powiadomiona, iż mój "Bruno" zniósł jajko. Taa, teraz to już Brunka. Oficjalnie ogłaszam wszystkim Użytkownikom, że mój samczyk "od wczoraj" jest samiczką. Na początku agresywnie podchodził do mnie kiedy chciałam zabrać jajo. Jednak po pewnym czasie udało mi się to, papużka zaprzestała znosić jaja. Na razie...
Hej,
jeśli chcielibyście obejrzeć moją papugę (w kąpieli :D) - to zapraszam na mojego fotobloga , tutaj: http://www.fretka7.blogspot.com/ . Znajdziecie tam zdjęcia Bruna. Zapraszam do komentowania fotografii.
Pozdrawiam.
(na "zachętę" dodaję to) :

Więcej na moim blogu, serdecznie ZAPRASZAM!
Dzisiaj moja papużka, Brunio, zasmakował w chrupkach kukurydzianych. To znaczy, zaczęło się od tego, że mój młodszy (3 letni) brat zajadał się tymi chrupkami, nagle Bruno przyleciał do niego i z talerzyka podebrał jednego. Śmiesznie to wyglądało, tymbardziej, że ptaszek ze swym łupem odleciał na klatkę, gdzie czuł się w miarę bezpiecznie, bo nikt nie śmiał zabrać mu skarbu. Okruchów była masa! Mimo, że podzióbał dwa i to nie w całości (bałam się że może mu zaszkodzić ; /) -okruchy roziosły się po całym pokoju : )
Teraz wiem, co jest prawdziwym przysmakiem Bruna, bo do tej pory, nie jadł zbyt wiele poza karmą, startą marchwią i okruszkami z pełnoziarnistego chleba. Nie je warzyw ani owoców. Co mam zrobić? Próbuję naprawdę na różne sposoby...
Choć dziś akurat mieliśmy dzień przełomu: Bruno zjadł troszkę miąszu z małego pomidorka. Ale chyba nie zasmakowało mu zbyt, bo jak zwykle kiedy coś jest niedobre zaczyna lekko trzepać główką. Szczególnie, gdy podstawiam mu kawałek jabłka, czy gruszki.
Muszę się zabrać za robienie więcej zabawek z owoców, w końcu jakoś muszę go zachęcić. Dziś albo jutro (zależy od pogody -zbiera się na burzę- i chyba już pada- i od mojego wolneo czasu) pobiegnę na łąkę i pozbieram mu tasznika, krwawnika i mniszka. Może to mu podejdzie?
Macie jakieś pomysły jak zachęcić wybredną nimfę do jedzenia zdrowego?

Witajcie,
Niedawno (dziś ;d ) utworzyłam nowego bloga. A więc, fotobloga, gdyż przeważają w nim zdjęcia. Papuga i krajobrazy, rośliny: natura...
No, w każdym razie komentarze mile widziane, jako obserwatorów dodawać się nie można , usunęłam tę opcję, na razie.
Oto link:
http://www.foto-zblizenia.blogspot.com/
Niedziela, 17 lipca: jest giełda,-króliki, kaczuszki, kury, kurczaczki, psy, koty, gołębie, gołębie i jeszcze raz gołębie oraz PAPUGI. Słyszałam o tym już kilka tygodni temu, jednak dotychczas nie udało mi się jej odwiedzić. Wstałam rano (9.45), ubrałam się migiem, wypiłam łyk kakao, i już o 9.57 stałam przed domem z rowerem -tak, giełda odywa się bliziutko mojego domu, koło 400 metrów stamtąd.
Więc wyjechałam: bardzo się śpieszyłam, bo wiedziałam, że lada chwila wszyscy sprzedawcy zaczną się wynosić z miejsca handlu. Po chwili byłam pod giełdą i "parkowałam" rower. Przeszłam się zadowolona między parasolkami sprzedawców i dotarłam do miejsca, w którym papugi , upchane w malutkich klateczkach leżały jedna na drugiej. Widziałam faliste, nierozłączki, nimfy, aleksandretty, barabandy , kanarki, zeberki w "super-niskich cenach". Np . parka młodziutkich (dzikich) mnich nizinnych kosztowała 200 złotych do wytargowania. I przechodząc tak między tymi wszystkimi "biedami" spotkałam mężczyznę, męża pani Róży która przywiozla mi Bruna. Pogadaliśmy chwilę i poszłam dalej. Żerdki, miseczki, pojniki i karmy : teraz góry tych przedmiotów ukazały się na horyzoncie.
Aaah, pooglądałam i czas wracać. Goście będą...
No właśnie, goście jedli lody, i oczywiście Bruno dreptał w tym momencie po stole , -nie omieszkał też spróbować podrgryźć od dołu pucharka na lody, który akurat był ubrudzony plamką kawowych. Tym sposobem czubek mojego małego umoczony został w lodach kawowych, chyba był zdezorientowany. Umyłam mu główkę, (tylko to miejsce) i po sprawie.
Dziś nocowałam u cioci. W raz z Brunem oczywiście. Kochany ptaszek zostałby sam w domu. A co on? Gips?
Tymi słowami zakończę dzisiejszą opowieść, mam nadzieję że nikt czytając to nie zaśnie.
Magda
Będąc zarejestrowaną na patyku pisałam na tutejszym blogu mało. Jedynie, w sytuacjach którymi się przejęłam, albo w takich, w których potrzebowałam Waszej rady.
Chcę to zmienić i pisać częściej, -o "mniejszych wydarzeniach" także. To znaczy, jakieś ciekawsze będę opisywać i spróbuję Was tym nie zanudzić. Oczywiście, historie dotyczyć będą mojego paputa, i papuzich spraw, nie mniej jednak będę urozmaicać te wątki zdjęciami i komentarzami.
No więc mogę opisać tu ostatnie kilka dni czyli "Jak Magda dostała nimfę" ; )
-w niedzielę: przyjazd, -"rozlokowanie", poznawanie otoczenia, pieszczoty, -(nawet zostałam w domu z papugą, podczas gdy moi rodzice i brat pojechali w odwiedziny do cioci) : )
-w poniedziałek: aah, obudziłam się podekscytowana "Brunio, jak się masz?!" ,-nimfol nie chce jeść (; / ), więc próbuję na sto milionów sposobów dać paputowi do zrozumienia, że drugi dzień bez jedzenia to niedobra oznaka i że ma zacząć wcinać :).
-coś tam podziubał, ale maluteńko, -ale ważne jest to , że dużo pił. Tego dnia zaniepokoił mnie jego wodnisty kał...: (
nagle jednak, wieczorem paput dostał 'olśnienia': zjadł michę karmy!
-środa: tym razem nie potrzebowałam budzika: paput ustalił zasady : 8.15 -wstajemy!!, -pojechałam do weterynarza z Brunem (wodniste odchody, rana na skrzydle, częste drapanie )- wszystko jednak OK (oprócz zew. pasożytów, na które jutro będziemy mieć lekarstwo), potem przyszli goście (każdy ma zdjęcie z papugą ;p) a potem paput przedwcześnie położył się spać. I dobrze.
-czwartek: pobudka zwyczajowo już o koło 8.00..-.-
eeh, -trzeba wypuścić. Kozy tak nie hałasowały, a ten! Jak chce, to potrafi, oj, potrafi pokrzyczeć!, chyba jak każdy nimfowy samiec.
-piątek: dziś -mamy leniwy dzień. Nie chce nam się nic, Bruno przysypia a ja siedzę, robię zdjęcia, siedzę w necie, no, wyszłam na rower,ale za gorąco... Teraz mały siedzi mi na ramieniu i przed chwileczką się czyścil, a teraz przysnął. O, chyba wie że o nim piszę: gwizdnął. Auuć, moje ucho :P

Oto zdjęcie z wczorajszej sesyjki papuziej ;p
pozdrawiam, Magda
Mam Brunia właściwie kilka dni: przyjechał do nas w niedzielę.
Ale martwiły mnie od tamtego dnia pewne sprawy: na początku NIC nie jadł (teraz jest łakomczuchem, ale je tylko ziarno, żadnych owoców, ani gwiazdnicy-mam nadzieję że się to zmieni), uporczywie często się drapał (co świadczyło o "obcych ciałach" w jego piórkach - pasożytach) i odchód przyklejony do kloaki (2 dni temu)
-męczyłam rodziców "Chodźmy do weterynarza-martwię się..."-"ale to niemożliwe: u tej pani żył,-czemu u nas miałby mieć wszystkie możliwe choroby?" - "Mamooo..." - "No dobra, załatwię do niego numer tlefonu (ma znajomą panią weterynarz od psów i kotów).
I się stało. Wczoraj rano koło 10-11 przyjechałyśmy (no, jeszcze mój brat) do kliniki. I co najbardziej mnie rozbawiło to fakt, że weterynarz....miał kota :))).
Kolejki brak,-tylko dziewczynka (kto to mógł być??) głaskała pupila pana Doktora. Nareszcie wchodzimy. Paput został poddamy oględzinom, jego kał zbadany, jego piórka sprawdzone, i kloaka też. -Diagnoza padła dość szybko: żadnych pasożytów wewnętrznych, ma kilka larw pod piórkami pasożytów zewnętrznych, ale już zamówiony jest anty-robakowy środek, ogólnie: papuga zdrowa (poza tamtym), pazurki idealne, pokarm-dobrej jakości (vitakraft). Wszystko OK. -Skrzydełko też już się goi, rana nie jest już otwarta.
Super!
Tak się cieszę!
Mamy co prawda przyjechać jeszcze w sobotę, po proszek na robale i żeby go doktor zaaplikował po raz pierwszy.
Widać, z siłą woli wszytko można...noo, nie wszystko : do drugiej papugi jeszcze długa droga... : /
pozdrawiam: )
Witajcie.
Ostatnio pisałam o fatalnym odejściu mojego koziołka (eeh ...:( ) -i bardzo od razu dziękuję wszystkim, którzy mi współczuli, pisali miłe, pocieszające komentarze, wiadomości. Moi rodzice byli -tak jak ja- sszokowani, smutni. Oczywiście ja najbardziej ucierpiałam...:( i dalej mi smutno na myśl o jego odejściu do papuziego raju.
Ale dziś koło godziny 16 przyjechał do nas dość niespodziewany (a może spodziewany, -może rodzice wiedzieli, ja bynajmniej -nie). Ten ktoś to hodowczyni papug, pani Róża. -To znajoma dziadka. Pani, oczywiście wiedziała o śmierci papużki koziej, bo dzwoniłam do niej pytać o przyczynę, ale dziś miała dla mnie prezent...
Powiedziała, że bardzo jej przykro z odejścia 3 kóz(!!! argh! dlaczego?!), i powiedziała że wie jak mnie pocieszyć. Zaprowadziła mnie do auta i wyjęła z bagażnika transportówkę w postaci kartona (nic dziwnego, mieszka tylko 10 km od nas ) - a kiedy w domu już otworzyła karton, wyjrzał z niego nimfek!
Ten sam, z którym się bawiłam będąc u pani Róży (hodowczyni) z dziadkami, ten sam o którym dodałam wątek na moim blogu, (www.papuzi-blog.blogspot.com), i ten sam, o którym w opisie na gg napisałam "Wczasy, a potem Bruno". W opisie chodziło o to, że po powrocie z Teneryfy, miałam pojechać odwiedzić p.Hodoczynię i męża , mój brat miał się pobawić z jej synem, a ja z papugą ; ). Znałam już "Bruna"-tak, tak. To ja wymyśliłam mu imię (zwrócono się do nas, bo nie mieli pomysły ;P) -może odgapiłam imię od imienia ary pana hodowcy ,ale już trudno. Podoba mi się. Miał być na sprzedaż, ale kochana pani przywiozła go mi...
W każdym razie, doszło do tego, że został u mnie. Pani Róża stwierdziła, że wie, że będzie mu u mnie dobrze, że już się znamy, że on to pieszczoch i mnie "lubi" : D
Więc, poprosiłam rodziców, (którzy chcieli zapłacić za nimfę), żeby kupili parę Brunowi, ale oni mają swój głupi argument "Dwie papugi to 2 razy więcej wrzasku, sprzątania, karmy itd. , a poza tym mogą mieć młode"-taaa...
Póki co (choć powalczę żeby to zmienić) zostaje SAM Bruno. Ta oswojona nimfa ma już portrecik w mojej galerii.
PS. To naprawdę dziwna historia, prawda?
Tak szybko odszedł jeden, a tak szybko przyszedł następny. ; )
pozdrawiam.
Jestem na wczasach. Za 6 dni bede z powrotem, w Polsce. Dzis doszla do mnie okropna wiadomosc ;(((
-kolezanka ktora opiekowala sie moim Malutkim zadzwonila z wiadomoscia ze on....zdechl!!!! ;((((
Asia (kolzeanka) wrocila do domu, od kogos z rodziny (cioci czy tam babci) , patrzy a w klatce lezy tylko nieruchomo cialko mojego Kochanego sw.pam. teraz ptaszka.
Kurde. Dlaczego?!!! Nie ma. Pustka .
To straszne!
Dlaczego akurat my?! ;((
Czuje sie podle. Nie wiem kogo obwiniac, -chyba nie kolezanke? Moze to ja zrobilam blad zostawiajac go na tak dlugo, nie wiem, moze ze zla osoba, w zlym miejscu. Choc pewnie, jesli zostawilabym go u kogos innego, tez by sie to stalo . ;( Strasznie mi przykro.
Nie jestem pewna jak zniose reszte pobytu na wakacjach z mysla, ze po powrocie mojej papugi juz nie bedzie.... : ( (((
Siedze i placze.
Moze sie to wydawac dziwne, ale chyba tylko tym ktorzy nie wiedza co to przywiazanie i przyjazn.
Co sie moglo stac?!
Szukam wytlumaczenia nawet w internecie, ale co, mam wpisac: czemu zdechla mi 3 modrolotka? moze to jakas choroba, zle zywienie? Chociaz zle zywienie nie moglo usmiercic wszystkich koziolkow, bo po utracie kazdego zmienialam karme.
Kolezanka wyslala przed chwila sms-a ze bardzo jej przykro, -jeszcze raz-ale to naprawde nie jej wina. Taa, ja tez tak mysle, ale jesli nie ona, to ja? ;((
Eeh, nie chce mi sie nic robic. Pisac, gadac, opalac. Poloze sie chyba, moze wymysle przyczyne, -poszperam jeszcze w necie na temat chorob koz.
sorry za brak polskich znakow, ale korzystam z kompa za granica.
Moze Wy macie jakies pomysly? tzn. co sie moglo stac?! bo ja kompletnie jestem bezradna w tej sytuacji. :(((((((
placzaca teraz Magda. ;(